Po lecie opalona skóra, lecz po jakimś czasie nie jest już taka lśniąca i koniecznie trzeba wyposażyć się w peeling.. tak też zrobiłam i padło na cukrowy peeling do ciała Perfecty wersja tropikalne mango. Jeśli chcecie widzieć jak się sprawował, to czytajcie dalej!
Co mówi producent?
Cukrowy peeling do ciała o właściwościach nawilżających i wygładzających. Kryształki cukru usuwają martwe komórki naskórka i idealnie wygładzają powierzchnię skóry. Olejek macadamia dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych posiada doskonałe właściwości odżywcze, zmiękczające oraz nawilżające. Olejek ze słodkich migdałów oraz zawarte w nim witaminy E, C i F łagodzą podrażnienia, zmiękczają, odżywiają i regenerują skórę.
Egzotyczny zapach tropikalnego mango uwodzi i odpręża. Pozwala cieszyć się radosnym nastrojem.
Duży plastikowy odkręcany pojemnik o pojemności 225 g. Kosztuje około 16-18 zł. Często jest na promocjach. Dostępny w większości drogerii oraz hipermarketach.
Moja opinia:
Moje pierwsze wrażenie mnie lekko negatywnie nastawiło do tego peelingu, bo zapach mnie lekko rozczarował. Jest słodko-mdły, nieco chemiczny! Natomiast nie jest mocny, na skórze niewyczuwalny, łatwo się ulatnia podczas używania peelingu. Sam peeling ma różowawy kolor, drobinki cukry są widoczne. Zdecydowanie jest to peeling gruboziarnisty, natomiast kryształki szybko się ścierają, więc krzywdy sobie nim nie zrobimy. Ładnie ściera naskórek. Kupiłam go po wakacjach, aby opalona skóra ładniej schodziła i sprawdził się super. Produkt jest naprawdę wydajny, bo nie potrzeba za dużo. Konsystencja przypomina wilgotny piasek. Na pewno kupię ponownie, ale w innej wersji zapachowej! Polecacie jakąś?
Koniecznie napiszcie mi, jakie są Wasze ulubione peelingi do ciała!
Może miałyście masło do ciała z tej serii? Jakieś opinie?
Temat stóp przewijał się ostatnio trochę, polecałam Wam krem (recenzja Feet up Oriflame), który poprawił stan moich stóp znacznie, jednak do ideału było im ciągle daleko.. Więc sięgnęłam po skarpetki złuszczająco-peelingujące! O tych z L'biotici słyszałam najwięcej i to same superlatywy!
Jeśli chcecie się dowiedzieć czy stan moich stóp zbliżył się do ideału to zapraszam!
Co mówi producent?
Złuszczająco-peelingująca maska do stóp w postaci skarpetek wypełnionych aktywnie działającym płynem. Profesjonalny zabieg do samodzielnego wykonania w domu.
Maska na bazie aktywnych kwasów roślinnych skutecznie usuwa martwy naskórek, odciski oraz wszelakie zgrubienia i zrogowacenia skóry stopy. Oprócz działania złuszczającego maseczka pielęgnuje i regeneruje skórę stóp dzięki zawartości mocznika, ekstraktu z owoców papai oraz cytryny. Wyciąg z rumianku delikatnie koi świeżo złuszczoną i odnowioną skórę.
Po kuracji złuszczającej stopy są gładkie, miękkie i delikatne. Odciski i zrogowacenia zaczynają złuszczać się od 4 do 10 di po użyciu. W trakcie zabiegu nie należy używać pumeksu, tarki oraz innych środków do usuwania odcisków. Długość procesu złuszczania zależeć będzie od kondycji skóry stóp przed zabiegiem . Dla utrzymania efektu gładkich stóp zabieg można powtórzyć co 30 dni.
Skład
Cena, dostępność, wygląd
Maska kosztuje około 15 zł, aktualnie w Super-Pharm jest w promocyjnej cenie 9,99 zł. A dostaniemy ja właśnie tam, w aptekach oraz sklepach internetowych.
W małym papierowym pudełeczku znajduje się saszetka a w niej 2 ogromnego rozmiaru foliowe skarpetki. Spokojnie męska stopa w nie wejdzie!
Jak wygląda zabieg?
Na czyste osuszone stopu zakładamy skarpetki, tak jak zaleca producent założyłam na nie bawełniane skarpetki. Podobno daje to lepszy efekt. no i siedziałam w tym 90 minut. Pierwsze uczucie bardzo dziwne, takie chłodzenie. Po chwili minęło. Ogólnie te półtorej godziny minęło dość komfortowo, można chodzić siebie spokojnie, jeśli ubraliście bawełniane skarpetki. Jedyne dziwne uczucie to miałam wrażenie, że trochę mnie coś jakby szczypie, ale nic mnie nie bolało, nie czułam dyskomfortu. Po wyznaczonym czasie zdjęłam skarpetki zmyłam pozostałości preparatu, jak pisało na opakowaniu i powiem Wam, że stópki naprawdę były w dotyku takie przyjemne, gładkie!
Zabieg robiłam w niedziele, a w czwartek zaczęła złuszczać się skóra. Odchodziła płatami, tak było do soboty, a przez kolejne 3 dni już tak kolorów nie było w sensie naskórek schodził, ale taki nieestetyczny sposób, nie chciały się odrywać całe płaty tylko trzeba było potrzeć ręką, by skóra zeszła. Mniej więcej tak kiedy się opalimy i zaczyna nam schodzić skóra np z pleców. Złuszczanie trwało koło tygodnia i koniec.
Efekt końcowy? Ogólnie jestem zadowolona i na pewno powtórzę ten zabieg. Spróbuję jeszcze raz skarpetek tej firmy, ale również sięgnę np. po te z Lirene. Może efekt nie był taki spektakularny, bo moje stopy był w takim złym stanie? Natomiast jest zadowalający i polecam Wam zrobić sobie takie spa/ Zwłaszcza teraz, bo jesienią czy zimą nie odsłaniamy stóp.
CO POWIECIE NA BLOGMAS?
Świąteczny klimat już się udzieli i mi już powoli też, w związku z tym przychodzę do Was z zapytaniem czy chcecie Blogmas, czyli codzienne posty aż do świąt w grudniu? Byłoby to moje pierwsze wyzwanie! Powoli spisywałam pomysły na grudniowe posty, mam ich całkiem sporo i myślę, że spokojnie na 24 się uzbiera. Ale musicie wykazać chęci! Bo nie ukrywajmy to ogrom pracy, codziennie przygotować wartościowy wpis.
Na oku mam też kalendarz adwentowy z kosmetykami, więc z każdym postem otwierałabym okienko!
Zdaje sobie sprawę, że listopad na blogu lekko kulał z moją aktywnością.. Związane jest to z sezonem kolokwiów na studiach, a wiadomo edukacja jest priorytetem!
Makijaż ze zdjęcia to zeszłoroczna świąteczna propozycja -->klik
Jakiś czas temu pokazywałam Wam propozycję ubrań, które powinny się znaleźć w naszej jesiennej szafie! Cały post możecie zobaczyć tutaj <<klik>>. Co prawda za oknem mamy piękną letnią pogodę (oby jak najdłużej!). A moje zamówienie z strony CNDIRECT.com kilka dni temu do mnie przyszło! Jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądają ubrania w rzeczywistości oraz jakie są moje wrażenia to zapraszam!
Kilka słów o stronie:CNDIRECT.com to typowa strona z masą ubrań, lecz też biżuterii, torebek, obuwia, akcesoriów do domu, urodowych czy elektronika. Asortyment jest dla kobiet, mężczyzn oraz dzieci. To azjatycka firma, więc czas dostarczenia jest dość długi mój wynosił 19 dni.
Paczka: Ubrania były zapakowane w taką plastikową torbę, którą ciężko rozerwać - wiecie o co chodzi. Każdy strój był zapakowany osobno w folię. Ubrania 'pachniały' specyficznie, jak w sklepie u chińczyka. Czarna skórzana spódnica <klik> Moje największe rozczarowanie, ale jest spowodowane tym, że spódnica jest GIGANTYCZNA! Był tylko rozmiar one size, a ja głupia nie sprawdziłam dokładnie wymiarów. Sięga mi do kolan, ale jest o wiele za luźna. Jednak dam do krawcowej, by mi ją skróciła i zwęziła i myślę, że będzie super!
Koszula to takie 7/10, bo niestety materiał jest bardzo sztuczny i wykończenia na rękawkach dość niedbałe, ale mimo to jest całkiem ok. Lekko prześwituje, więc z czarnym stanikiem tworzy taki efekt sexy. Prasuje się ją dobrze, kołnierzyk też dobrze wygląda, więc zarówno na elegancko jak i bardziej klubowo możną ją nosić. Więłam rozmiar L a normalnie przy koszulach noszę M.
Podsumowując: Jestem zadowolona z zamówienia! Nawet się zaskoczyłam, jakością i wykonaniem tych rzeczy! Jeśli będę mieć okazję to zamówię ponownie na tej stronie!
Jak tylko spódnica wróci od krawcowej to pojawi się z nią stylizacja! A dodatki możecie zobaczyć w moich codziennych ubiorach na Snapchacie lub Instagramie limonade_alice ! (na bocznym pasku odnośniki)!
Są tu jakieś fanki płynów micelarny? Jeśli tak to koniecznie musie poznać płyn od MIXA, a konkretnie Ekspert skóry wrażliwej przeciw przesuszaniu! A jeśli jesteście posiadaczkami skóry suchej, a zarazem wrażliwej jak ja, to tym bardziej to post dla Was!
Informacje od producenta:
Nasz Płyn micelarny do demakijażu przeciw przesuszeniu Mixa to idealny płyn do demakijażu skóry wrażliwej. Formuła z micelami usuwa ze skóry makijaż i zanieczyszczenia. Ogranicza do minimum konieczność pocierania. Fizjologiczne pH 5,5, identyczne z pH skóry, nie narusza jej bariery ochronnej. Płyn, zawierający nawilżającą glicerynę,chroni przed wysuszaniem, koi. BEZ PARABENÓW I ALKOHOLU! Odczuwalne Rezultaty! Twarz i powieki są skutecznie oczyszczone z makijażu. Wrażliwa skóra jest ukojona i nawilżona.
Skład:
Opakowanie i pojemność:
Butelka o pojemności 400 ml. Bardzo poręczna, otwieranie na klik. Dziurka nie jest za duża, więc wylewamy odpowiednia ilość płynu na wacik. Szczelnie się zamyka.
Cena i dostępność:
Cena regularna około 25 zł. Natomiast w zeszłym tygodniu kupiłam go w Hebe za niecałe 17 zł, a kiedyś w Auchan za niecałe 12 zł! Warto czekać na promocje! Dostępny z Hebe, Rossmannie, hipermarkety.
Działanie:
Jest to pierwszy kosmetyk tej marki jaki wypróbowałam i jeśli wszystkie będą się tak spisywać to będę wniebowzięta! Płyn ma interesujący zapach, ale jest on delikatny, może ciut kwiatowy. W takim bądź razie jest przyjemny. Otwór jest tak wyprofilowany, a plastik dobrej jakości, że jesteśmy w stanie wylać odpowiednia ilość płynu na wacik. Płyn błyskawicznie zdejmuje podkład oraz inne produkty z twarzy. Dobrze radzi sobie również z pomadkami, nawet tymi płynnymi, chociażby z Bourjois. Jeśli chodzi o oczy, to kiedy potrzymamy chwilę wacik na powiece lekko przyciskają cienie oraz eyeliner ładnie schodzą, mascary niewodoodporne też pięknie zmywa, przy tych wodoodpornych nie wystarcza, ale nie oszukujmy się nie jest do tego przeznaczony! Jeśli chodzi o demakijaż to naprawdę jest z tym płynem ekspresowy! 4 nasączone waciki starczają mi do usunięcia makijażu z twarzy, ust oraz powiek! W dodatku nie pozostawia żadnej klejącej się powłoki, a za to fajny orzeźwiający efekt - taki kojący! Skóra nie jest napięta, ani zaczerwieniona po użyciu. Również butelka jest naprawdę wydajna bo mi starczyła na ponad 3 miesiące codziennego stosowania! Przez ten czas nie przesuszył mnie ani razu! Zdecydowanie jest lepszy od słynnego różowego Garniera czy Ideal Soft z L'oreal, który uwielbiałam. Również stosuję do rano do oczyszczenia twarzy przed makijażem przed tonizowaniem! Producent nie kłamał!
***
Naprawdę go Wam polecam! Ja już zaczęłam drugie opakowanie! Zdecydowanie mój nr 1! Jeśli używacie kremów czy innych kosmetyków Mixa to koniecznie napiszcie mi co polecacie i jak Wam się spisują! Bo jestem mega ciekawa tej marki :)
Wakacje? Czas zadbać o stopy! A tak naprawdę czas je pokazać, bo dbać powinnyśmy cały rok! Ale pełne buty, pogoda i trochę lenistwa zrobiło swoje, wiec potrzebujemy czegoś co szybko załatwi problem!
U mnie sprawdził się krem do stóp z serii FEET UP od Oriflame wersja z kiełkami pszenicy. Jeśli jesteście ciekawe mojej całej opinii to zapraszam do lektury!
Informacje od producenta
Kojący krem do stóp Feet Up. Odżywia, zmiękcza i koi suchą i szorstką skórę stóp. Wzbogacony wyciągiem z kwiatu pomarańczy i olejkiem z kiełków pszenicy. Stosować codziennie wmasowując w skórę stóp.
Z tym kremem naprawdę się polubiłam! Jeśli chodzi o pielęgnację stóp to jestem leniem totalnym i zdecydowanie nie lubię tej części ciała u siebie! Fakt, że sandałów nosić też nie cierpię. Ale na plaży do klapeczek stópki powinny się jakoś prezentować. Krem kupiłam już jakiś czas temu, ale używałam go od święta. Jednak w ostatnim czasie starałam się do regularnie używać i efekty są. Krem ma gęstą, ale nie zbyt tłustą konsystencję. Po rozsmarowaniu jest aksamitny i od razu czuć jakby skóra sama się wygładzała. Chłodzi lekko stópki, dość szybko się wchłania, za co ogromny plus! Jego minusem jest zapach, bo niestety jakoś specjalnie ładny to on nie jest... Kremu dużo nie potrzeba przez co jest naprawdę wydajny! Zaczęłam też go używać na łokcie i tutaj również się sprawdza. Ale wracają do stóp, skóra stała się bardziej miękka. Widoczne suche zgrubienia i pęknięcia zmniejszyły się. Też staram się peelingować stopy tarką, więc krem dobrze je regeneruje i koi. Na pewno krem pozostanie ze mną na dłużej. Ciekawa jestem czy cała seria tych kremów tak będzie się spisywać, ale to na pewno sprawdzę !
***
A jaki jest Wasz ulubiony krem do stóp? Macie jakieś sposoby na piękne stopy?
Na dniach pojawi się vlog na kanale oraz post z zdjęciami i wrażeniami po tygodniu w Pieninach!
Kto nie marzy o tym aby pędzle czyściły się same? Niestety
to awykonalne, lecz możemy to nieco przyśpieszyć! Jak? Za pomocą jednej maleńkiej, a zaraz słodkiej rzeczy jaką jest Brush Egg!
Zapraszam na kilka słów o tym małym, ale jakże niezbędnym
już dla mnie gadżecie!
Co to Brush Egg?
Jest to gumowa 'nadkłada; w kształcie owalnym, właśnie takie
jajeczko, które z jednej strony ma wypustki, a to środka możemy włożyć 2 palce –
środkowy i wskazujący lub serdeczny, aby nie wsuwała się z ręki. A z
wewnętrznej strony ma 2 rodzaje wypustek. Grubsze poziome linie, służą głownie
do pędzli większych, raczej do twarzy. A na czubku ma małe kropeczki, które
służą bo mniejszych pędzli, raczej do oczu.
Moje jajko pochodzi z Aliexpress.com
i kosztowało dokładnie 0,84 $ czyli niecałe 4 zł, gdyż przesyłka była darmowa!
Co jest takiego super i czego to mycie jest takie
ekspresowe?
Wcześniej pędzle bylam czyszcząc po prostu na dłoni! Było to
dość długotrwałe, zwłaszcza kiedy czyściłąm pędzle od podkładu, eyelinera,
ogólnie kremowych produktów. Tarcie o dłoń, namaczanie, szorowanie czasem z
pomocą paznokci, aby ten kolorowy kosmetyk wymyć.. Czasami musiałam myć pędzel 2-3 razy… W dodatku dłonie miałam wtedy zawsze przesuszone. Wiadomo szampon do włosów czy mydło raczej nie ma zbytnio właściwości nawilżających
skórę dłoni..
Brush egg to dla mnie wybawienie!
Zmalało zużycie szamponu podczas prania, gdyż nakładam
porcję na jajko i jestem w stanie namydlić kilka pędzli, a nie co najwyżej dwa, bo a tu mi coś spłynęło z reki, a to spłukałam itd. Po drugie dzięki tym
wypustkom dokładnie mogę wyczyścić pędzelek, gdyż wiadomo wchodzą one głębiej, co
sprawia , że szybciej wypłukuje się brud! Najbardziej jest to widoczne przy pędzlach od kremowych produktów, gdzie ten kosmetyk zastyga, a dzięki
dodatkowemu tarciu szybciej puszcza. Małe wypustki sprawdzają się najlepiej przy
eyelinerach i produktach do brwi, gdyż te pędzle często mają zbite włosie, a
formuły produktów są bardzo trwałe.
Jajko idealne leży w dłoni, założone na palce nie zsuwa się
podczas szorowania. Dłonie nie są już tak podrażnione, po praniu jak
dawniej. Jajko szybko schnie, po 2 miesiącach używania wygląda cały czas jak nowe. Guma się nie odbarwiła, ani nie zdeformowała!
Dlatego naprawdę polecam Wam zaszaleć i wydać te 4 zł na to
cudeńko! Jeśli nie zamawiałyście nigdy z Aliexpress lub macie obawy to
niepotrzebnie ! Logowanie, jak i przelew wszystko robi się bezpiecznie! Wasze
wątpliwości rozwieje Doradca Jarek- świetny kanał gdzie youtuber tłumaczy oraz
pokazuje po kolei gdzie co kliknąć i jak wpisać! Również do wyboru mamy opcję
np. Przelewy 24, która ładnie nam przelicza kwotę na złotówki oraz możemy wybrać
aplikację naszego banku!
Domyślam się, że część z Was może zasugerować używanie rękawicy np. Glamglove lub tej z
Sigmy, ale nie zawsze chcemy lub mamy zbędną gotówkę przynajmniej 50 zł na
zakup takiego gadżetu, a takie jajeczko to świetna alternatywa!
Dajcie znać czego wy używacie do prania pędzli? Lubicie to
czy nie?
A może macie jakieś inne przydatne triki?
Szczerze to mi najtrudniej się zebrać do czyszczenia, bo
samo mycie stało się już przyjemne, jedyne czego nie lubię prać, to gąbki do
makijażu ehh
Życzę Wam miłego dnia i poprawy pogody, bo coś wczesne lato
się nam popsuło !
Dziś na tapetę biorę zestaw, który pokazywałam Wam w styczniowym Haul'u i Was zaciekawił!
Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii o nim to zapraszam :)
***
***
Jak w tytule notki mowa o szamponie i odżywce do włosów firmy Biały Jeleń. Produkty są do włosów tłustych (dla skóry tłustej, wrażliwej ze skłonnością do alergii), czego nie doczytałam! Bo moje włosy do takich nie należą! Są raczej normalne, nie przetłuszczają się szybko. No ale szampon to w końcu szampon, a odżywka to odżywka. Zaszkodzić nie miały ;)
SZAMPON
Co obiecuje producent?
Hipoalergiczny szampon Biały Jeleń z naturalnym chlorofilem został opracowany specjalnie dla osób z dolegliwościami alergicznymi, problemami charakterystycznymi dla skóry mieszanej oraz tłustych włosów. Nie zawiera alergenów i sztucznych barwników. Receptura została oparta na naturalnych, bezpiecznych oraz delikatnych środkach myjących i pielęgnujących tłuste włosy, które po umyciu łatwo się rozczesują, są miękkie, lśniące i puszyste. Szampon Biały Jeleń nie szczypie w oczy. Przebadany klinicznie wśród osób z alergiami skórnymi. Zawiera proteiny pszeniczne ułatwiające rozczesywanie, bawełnę wygładzającą powierzchnię włosa, biotynę zwaną witaminą pięknych włosów oraz naturalny chlorofil regenerujący podrażniona skórę.
Sposób użycia: niewielką ilość szamponu wmasować w wilgotne włosy, dokładnie spłukać. W razie konieczności czynność powtórzyć. Szampon daje efekty przy częstym stosowaniu.
Skład:
Pojemność i opakowanie:
300 ml
Klasyczne opakowanie z średniej grubości plastiku, ogólnie poręczne.
Cena i dostępność:
Za zestaw (szampon + odżywka) zapłaciłam niecałe 14 zł w Superpharm.
Jednak dostępny w drogeriach i marketach.
Kilka słów ode mnie:
Taki piękny opis producenta i na tym koniec.. Włosy ani nie są jakieś miękkie, nie są lśniące czy puszyste. Natomiast są oklapnięte. Najgorsze jest to, że na drugi dzień po umyciu, włosów są już lekko przetłuszczone u nasady. Serio? Skoro moje włosy myję co 2/3 dni, a na drugi dzień wszystko z nimi ok. A stosując ten szampon, koniecznie muszę ratować się Batiste, to co musi się dziać u osoby z włosami tłustymi? A podobno do takich włosów jest ten szampon O.o Coś mi tu nie pasuje, chyba, że producent pisząc zdanie które wytłuszczałam wyżej "Szampon daje efekty przy częstym stosowaniu." Ma na myśli codzienne mycie włosów! Poza tym aby dotrzeć do każdego włosa trzeba nabrać naprawdę sporą ilość kosmetyku, ponadto bardzo słabo się pieni. Dla mnie to zaprzeczenie szamponu, tak myje, że zarazem przyśpiesza przetłuszczanie? Coś nie tak! Jedyne jego dobre przeznaczenie to mycie pędzli..
***
ODŻYWKA
Co obiecuje producent?
Hipoalergiczna odżywka do włosów Biały Jeleń z chlorofilem i proteinami keratyny została opracowana specjalnie dla osób z dolegliwościami alergicznymi, problemami charakterystycznymi dla wrażliwej skóry głowy oraz tłustych włosów, również z suchymi zniszczonymi końcówkami. Nie obciąża włosów, zapobiega ich elektryzowaniu się. Dzięki zawartości specjalnych protein keratyny struktura włosa jest selektywnie odbudowywana w uszkodzonych miejscach. Proteiny wbudowują się w strukturę włosów, poprawiają ich wygląd, nadają połysk i ułatwiają rozczesywanie.
Zawiera: olej migdałowy odżywiający włosy i skórę głowy, chlorofil pielęgnujący skórę ze skłonnościami do przetłuszczania się, biotynę hamującą aktywność gruczołów łojowych.
Nie zawiera silikonów, chlorków, izopropanolu, sztucznych barwników i alergenów. Przepadano dermatologicznie wśród osób o skórze wrażliwej ze skłonnością do atopii. Posiada ocenę dyplomowanej fryzjerki oraz pozytywną ocenę bezpieczeństwa kosmetyku.
Skład:
Pojemność i opakowanie:
200 ml
Plastikowa miękka tuba zwrócona otwarciem w dół. Bardzo ułatwia używanie produktu.
Cena i dostępność:
Za zestaw (szampon + odżywka) zapłaciłam niecałe 14 zł w Superpharm.
Jednak dostępny w drogeriach i marketach.
Kilka słów ode mnie:
Ku mojemu i Waszemu zaskoczeniu ta odżywka naprawdę daje radę! Ratuje ten duet. To co szampon zaniedbał odżywka nadrabia dosłownie. Stosując oba kosmetyki, ale odzywkę 1 lub 2 razy w tygodniu. W te dni kiedy ją stosowałam włosy był całkiem ok. Nie obciążyła włosów. Włosy gładkie, jakby odbudowane, ale bez przesadnego połysku bym powiedziała. Z rozczesywaniem nie miałam nigdy problemu więc nie ocenię czy było ułatwione. Włosy były miękkie, jednak nadal dość oklapnięte. Po użyciu odżywki nie przetłuszczały się jak po użyciu samego szamponu. Jakbym miała dać jej ocenę to coś pomiędzy 3+ a 4 -. Więc nie jest źle!
***
Podsumowanie:
Szamponu całkowicie nie polecam. Mogę pokusić się o stwierdzenie, że jest bublem. Natomiast odżywka jest całkiem przyzwoita. Moim zdaniem zestaw nie sprawdzi się u osób z tłustymi włosami, skoro u mnie wręcz przyśpieszył a nie zapobiegł przetłuszczaniu się. Dziwne jest to, iż gdy zastosujemy produkty oba to efekt jest w miarę zadowalający, ale gdy odstawmy odżywkę jedyny słuszny komentarz to masakra!
A Wy miałyście styczność z tym zestawem? Jakie są Wasze opinie?
Dziś dość pogadankowy post i na pewno kontrowersyjny! Ile to już się słyszy o ekranizacji pierwszej części trylogii 50 odcieni. Dziś chciałabym Pogadać z Wami o moich wrażenia po książce, jak i filmie. Miałam okazję obejrzeć go w dniu premiery, czyli piątek 13stego! Powiem Wam, że tzw, kumulacja dni lutego to jedne z najlepszych dni tego roku póki co :D 12stego Tłusty czwartek, czyli obżarstwo usprawiedliwione, 13 stego wyczekiwane wyjście do kina z przyjaciółkami i wizyta na paznokcie, a w Walentynki - moja studniówka <3 oraz rozpoczęcie ferii zimowych!
A teraz przechodząc do głównego tematu :)
//źródło playbuzz.com //
***
Pierwszą cześć książki dostałam na 16 urodziny, czyli we wrześniu 2012 roku (jejku jak to dawno ;o). Wtedy zaczęło się o niej robić głośno, jedna z koleżanek zaczęła czytać ją i tak wszystkie miałyśmy na nią chrapkę. Przeczytałam ją jednym tchem. I wiele z Was powie, że jak to taka smarkata nastolatka może sięgnąć po ''taką'' książkę! A może, ale pamiętajmy to TYLKO KSIĄŻKA! Która jest głownie typowym romansidłem: NIEŚMIAŁA DZIEWCZYNA+PRZYSTOJNY NIEGRZECZNY CHŁOPAK = LOVE FOREVER Tutaj doszedł wątek bardziej erotyczny, zwykle fabuła takich serii krążyła koło pocałunku, czy waniliowego seksu owianego tęczą. Tu mamy coś całkowicie innego. Coś perwersyjnego! Ale czy to złe, że i taki temat pojawił się na celowniku? Pamiętajmy, że to FIKCJA! Nie chcę zagłębiać się tu w to czy tytułowy Grey to sadysta, czy zagubiony człowiek. Ale niewątpliwie to bohater dynamiczny! Który zmienia się dzięki Annie! Ich historia miłosna owiana jest erotycznym podłożem.
Książka nie jest jakoś wybitnie napisana, ale szczerze mi z łatwością się ją czytało! Dla mnie zyskała na autentyczności. Język prosty i codzienny, bez problemu można wczuć się w rolę głównej postaci. Kto z nas nie mówi do siebie w myślach? ;)
Na film wyczekiwałam, czytałam nowinki itd. Wybór aktorów? Poczałkowo całkowicie zawiedziona.... Ale zaczęłam rozkminiać kreację postaci i doszłam do wniosku, że są idealni! Jamie zdecydowanie mnie do siebie przekonał (PS gdybym byłą jego żoną to bym się chyba z nim rozwiodła po tym filmie heh xd), a co z Dakotą? Przez cały czas od oficjalnej decyzji, że to ona dostałą tę rolę była na NIE NIE NIE, ale kiedy zaczęłam czytać książkę od początku, stwierdziłam, że pasuje. Przecież Ana nie była pięknością roku, raczej szarą nieśmiałą myszką - a takie wrażenie sprawia na mnie Dakota! Co do innych aktorów to zdecydowane nieodwołane NIE dla odtwórczyni roli Kate (laska wygląda jakby miała lat 35,a nie 20parę) oraz siostry Grey'a czyli Rity Ory - Co to za fryz?
***
//źródło collider.com //
Przejdźmy już do samego filmu! :D
Ogólnie wrażenia bardzo pozytywne! Film na pograniczy komedii, romansu i dramatu. Czyli tak jak powinno być. Dialogi może na początku lekko drętwe, ale Grey to taki lekki sztywniak, a dla niej to pierwsze kontakty z mężczyzną, więc stwierdzam, że wszystko zgodnie z książką, w tym temacie oczywiście. A co do zgodności! Fakt, część treści zostało mocno okrojonych, ale główna puenta jest TA SAMA! Poza tym film jest wzorowany na powieści, to oczywiste, że nie będzie całkowitym odwzorowaniem. Nawet nie ze względu na erotyczne sceny, tylko nigdy nie da się lektury przełożyć na ekran. Ale tę ekranizację uważam za udaną! Scenografia genialna! Mieszkanie Kate i Anastasi, biuro Greya, jego apartament, helikopter, czerwony pokój. Wszystko na wysokim poziomie. Gra aktorska? Jestem na tak! Christian Grey = Jamie Dornan! Oczywiście kwestie wyglądu robią większość, ale naprawdę stworzył genialną kreację. Obrzydliwie przystojny, chłodny, a zaraz opiekuńczy. Czasem jednak się go aż bałam, sprawowanie kontroli i ta apodyktyczność. Anastasia Steele = Dakota Johnson! Na dobrej drodze do ideału. Jej gra była ok w całym filmie. Ale jedną sceną dla mnie wygrała, a mianowicie kiedy pijana Ana dzwoni do Christiana! Uśmiałam się, laska zrobiła to genialnie :D Pikantne sceny?
Niektóre zmysłowe, 'atrakcyjne', tak jak powinny być ukazane. Ale też niektóre były dziwne. Dość nienaturalne.. Jako widz byłam lekko zniesmaczona.
//źródło nydailynews.com // Ostatnia scena!
Brutalna, chłodna, surowa, realistyczna - wywołała u mnie taką samą reakcje, gdy czytałam ostatni rozdział książki. ŁZY w oczach.. Myślę, że takie emocje powinien wywoływać film, prawda? Widać wysiłek i przygotowanie aktorów do tej sceny, ich postawę, mimikę twarzy. Brawo! Muzyka
Soundtrack jest genialny <3 Byłam w szoku, że tyle genialnych wokalistów zaangażowało się w ścieżkę muzyczną do tego filmu! Ellie Goulding, Beyonce czy Sia oraz wiele innych! W dodatku kawałki idealnie się wpasowują w sceny pod które są podłożone. Love me like you do podczas lotu, czy Crazy in love lub Haunted w intymnych momentach!
Na jednej stronce ktoś napisał komentarz przy remixach piosenek Beyonce "Haunted just gave me the eargasm of life."
Myślę, że o to chodziło wokalistce ;)
Podsumowanie
Dobry film, który bazuje na powieści EL James! Z niecierpliwością czekam na Ciemniejszą stronę Grey'a (ta cześć książki najbardziej mnie zaciekawiła). Biznes się kręci, ale przecież nikt nikomu nie każe iść do kina, kupować gadżetu z logiem. Wiele firm, np. Kapphal zrobił specjalną kolekcję bielizny, inne proponują 50 Shades of jeans. Tak już działa rynek w naszym świecie ;) Myślę, że należy to potraktować z przymrużeniem oka ;) Jest szał teraz, za miesiąc minie!
A jak ktoś chce obejrzeć dobry film czy przeczytać dobrą powieść w podobnej tematyce to jak dobrze poszuka to znajdzie !!! Krytyka krytyką, ale jak trafiam gdzieś na opinie to zwykle 3/4 to typowy hejt. Bo gdyby ta powieść byłaby taka beznadziejna to by nigdy nie zrobiła takie kariery ;p
***
A Wy jakie macie wrażenia po książce lub filmie? Czy totalnie Was nie interesuje ten temat?
Podyskutujmy na dole w komentarzach :)
Dziś czas na recenzje antyperspirantu, które już powiem na wstępie dobrze się u mnie sprawdza!
Jeśli chcecie wiedzieć szczegóły to zapraszam! A mowa o - Silk Dry DOVE.
***
***
Obietnice producenta:
Nowy dezodorant Dove Silk Dry Spray zapewnia skuteczną ochronę przed poceniem, pielęgnację wrażliwej skóry pod pachami oraz piękny, delikatny zapach. Poza 1/4 kremu nawilżającego, zawiera ekstrakty czystego jedwabiu - jednej z najskuteczniejszych, naturalnych substancji nawilżających. Nie zawiera alkoholu.Jego zapach, który jest zupełnie inny niż dotychczasowych dezodorantów Dove Original i Fresh. Jego autorką jest ekspert w tej dziedzinie - Ann Gottlieb, która ma w swoim dorobku takie perfumy jak Eternity, CK1 i Truth. Nutę bazową zapachu tworzy bursztyn, drzewo sandałowe i egzotyczne piżmo. Lilie, róża i jaśmin tworzą nutę serca, a zielona herbata, świeże jabłka i aromatyczne zioła - nutę głowy.
(wizaz.pl)
***
Pojemność i opakowanie:
Aluminiowe poręczne opakowanie z zatyczką. Produktu jest 150 ml.
***
Dostępność i cena:
Można go zakupić w drogeriach i marketach, Koszt około 8-10 zł Często występuje w zestawach z innymi produktami tej marki, np.w takich świątecznych.
Antyperspirant otrzymałam własnie w jakimś zestawie świątecznym z innymi produktami dość dawno, ale nie używałam ich jednocześnie. Dezodorant był ostatni w kolejce. Produkt spisuje się świetnie. Chroni skórę przed poceniem na co dzień, jak i w trakcie wysiłku fizycznego. Nie ma wyraźnego zapachu, więc nie miesza się z zapachem naszych perfum, a jednocześnie ten lekki zapach jest taki świeży, może kojarzyć się z mydłem. Produkt nie zostawi śladów na ubraniach i to co uwielbiam w nim, że pozostawia skórę 'suchą'. Nie wiem czy rozumiecie o co mi chodzi, ale mam na myśli, że nie zostawia jakiejś mokrej powłoki która musi się wchłonąć. Co najważniejsze nie podrażnił mi skóry. Z pewnością zakupię go ponownie, lecz jest naprawdę wydajny!
***
Szybka recenzja na dziś wieczór! Macie ulubione antyperspiranty ? :)Napiszcie i na dole!
Buziaki, Ala xx (jutro będę nagrywać dla Was vloga!)
PS Pochwalę się! Zdałam dziś na prawo jazdy i to za pierwszym razem :D
Witajcie! Dziś zapraszam was na recenzję która powinna Was bardzo zainteresować! Produkt o którym będę mówić to płyn micelarny Vichy! Kosmetyk dość drogi i dobrej marki. Jeśli chcecie wiedzieć jak się sprawdza i czy jest warty 50 złotych to czytajcie dalej :)
***
Obietnice producenta:
Płyn micelarny 3w1 - skóra i oczy wrażliwe. 1. Oczyszcza. 2. Usuwa makijaż. 3. Łagodzi skórę twarzy. ZAWIERA WODĘ TERMALNA Z VICHY. HIPOALERGICZNY. Testowany na skórze wrażliwej. Odpowiedni również dla osób o wrażliwych oczach i noszących szkła kontaktowe. Nie zawiera alkoholu, mydła, ani barwników. Naturalne pH. Formuła testowana, aby minimalizować ryzyko podrażnień. Nie wymaga spłukiwania.
***
Pojemność i opakowanie:
200 ml w butelce z dobrego plastiku, zamykane na klik
***
Dostępność i cena:
Apteki, Superpharm.
Cena regularna to około 45-50 zł natomiast zdarza się, że na promocjach wtedy kosztuje około 35 złotych. Mi udało się go kupić za niecałe 20 zł z kupnem w ramach programu lifestyle w SP. ***
Skład:
***
Moja opinia:
Kiedy zobaczyłam kupon promocyjny na ten płyn od razu widziałam, że muszę go kupić! W regularnej cenie z pewnością bym się na niego nie skusiła, gdyż 50 zł to dla mnie zdecydowanie za dużo za płyn micelarny. Na wstępie powiem Wam, iż miałam wielkie oczekiwania co do tego kosmetyku. Na początku zwróciłam uwagę na krótki i konkretny opis produktu! Wielki plus za to. Wodolejstwo, które pojawia się na większości kosmetykach zawsze wywołuje grymas na mojej twarzy, gdyż jestem zszokowana ile określeń można wymyślić opisując krem nawilżający. Taka małą dygresja ;) Producent rzetelnie określił zadania płynu. Jeśli chodzi o działanie to, aby zmyć makijaż twarzy i cieni z powiek musiałam namoczyć 3 waciki. Podkład wraz z cieniami schodziły bez żadnego problemu, wystarczyło kilka sekund przytrzymać płatek i przetrzeć, a po cieniach śladu nie było. Problem natomiast wystąpił podczas zmywania tuszu do rzęs. Na co dzień używam kilku mascar, w tym wodoodpornej i z tą był największy problem. Niestety płyn sobie z nią nie poradził (dokładniej Maybelline The Rocket) i musiałam domyć rzęsy innym kosmetykiem. Jeśli chodzi o inne niewodoodporne tusze to większego problemu już nie było, jeśli nałożyłam grubszą warstwę to musiałam lekko mocniej się pomęczyć i zużyć następne 2 waciki. Twarz po aplikacji nie była klejąca, wręcz odświeżona. Żadne podrażnienia się nie pojawiły. Nosze soczewki kontaktowe i płyn tutaj również nie sprawił żadnych problemów (chociaż ciężko odnieść mi się do tego podpunktu, gdyż zawsze zdejmuje szkła przed zrobieniem demakijażu).
***
Plusy:
+dobre jakościowo opakowanie
+dostępność
+bywa na promocjach
+dobrze zmywa makijaż wykonany kosmetykami niewodoodpornymi
+nie podrażnia
+odświeża skórę
***
Minusy:
-wysoka cena regularna
-nie radzi sobie z demakijażem kosmetyków wodoodpornych
***
Podsumowując jest to dobry płyn! Dałabym mu takie 4+, gdyż myślę, że sporo dziewczyn używa wodoodpornych mascar zwłaszcza w okresie zimowym, a ten płyn sobie z nimi nie radzi, lecz wszystko inne jest superancko! No, cena mogła by być troszkę niższa, bo 45 zł to jednak dużo za 200 ml płynu, który starcza na +/- miesiąc codziennego stosowania przez 2 osoby - mnie i moją mamę. :) Porównując go do tańszego odpowiednika, czyli L'OREAL Ideal Soft - zamiennik zdecydowanie wygrywa i ceną oraz dużo lepiej zmywa makijaż oczu. (recenzja).
A Wy używałyście płynu z Vichy i jakie macie odczucia? :) Napiszcie mi koniecznie! A jeśli macie swój ulubiony płyn micelarny to też podajcie mi jego nazwę w komentarzu!
Mamy już grudzień, więc zaczęło się WIELKIE ŚWIĄTECZNE ODLICZANIE *.*
Na ten miesiąc narzuciłam sobie wyzwanie i cały grudzień posty będą pojawiać się 3 razy w tygodniu - poniedziałki, środy i piątki :)
Trzymajcie się ciepło, bo już taki mróz jest na dworze, że hoho -brakuje tylko śniegu ;p
Dziś post w duuuużo innej formie, bo z filmikiem :)
Postanowiłam rozszerzyć swoją działalność, gdyż niektóre treści jest mi łatwiej przekazać Wam mówiąc, niż tylko pisać posty. Mam nadzieję, że filmik Wam się spodoba! Proszę o wyrozumiałość, wiem, że muszę dopracować kilka spraw technicznych, ale myślę, że z każdym następnym będzie coraz lepiej :D
***
Witajcie :)
Jak widać po tytule dziś porozmawiamy sobie o Nawilżającym mleczku-krem Intensywna pielęgnacja firmy GARNIER!
***
Co mówi producent?
Nawilżające mleczko-krem 24h przywraca optymalny poziom nawilżenia do skóry przesuszonej. Bogata formułą mleczka-kremu wzbogacona q 5% hydro-urea. Ten nawilżający składnik aktywy ma zdolność zatrzymywania wody w skórze, tak aby zapewnić jej nawilżenie na optymalnym poziomie i ty samym zapobiegać jej przesuszaniu. Skóra jest długotrwale nawilżona. Rezultat: skóra natychmiast odzyskuje komfort, przez 24 godziny skóra jest optymalnie nawilżona - by w każdej chwili dnia byłą gładka, elastyczna i delikatna, jakbyś dopiero użyła mleczka, po tygodniu stosowania skóra odzyskuje miękkość i jest optymalnie nawilżona. Bogata konsystencja-Szybko się wchłania-Nietłusta-Nie klei się-Formuła testowana dermatologicznie.
Cena i dostępność:
Koszt około 15-18 zł, dostępny w drogeriach, jak i marketach. Kupiłam go w Superpharm na promocji za 14,99 zł.
Opakowanie i pojemność:
Butelka z dość dobrego, twardego plastiku. Kształt ma charakterystyczny dla balsamów Garniera. Otwór z którego wydobywamy produkt jest raczej niewielki. Pojemność 400 ml.
Skład:
Moja opinia:
Z tym balsamem znamy się od lipca i używam go do teraz, nadal mam 1/4 opakowania. Na wstępie już powiem, że nie mogę się doczekać kiedy zakończymy nas romans! Jest niesamowicie wydajny! W ogóle sobie go nie żałuję nakładając na ciało. Jeśli pamiętacie pokazywałam go w poście z moją kosmetyczką na wakacje, gdyż kupiłam go na wyjazd nad morze. Lipiec mieliśmy upalny, a jako, że mam dość jasną karnację skóry, to najpierw opalałam się na czerwona z czasem kolor opalenizny lekko ciemnieje. Także, po przyjściu z plaży i szybkim prysznicu od razu nakładałam balsam, aby dać ukojenie skórze i od razu ją nawilżyć. Patrząc na to co napisał producent (intensywne nawilżenie!) ten balsam powinien być idealny na ukojenie, ale NIE JEST. Balsam bardzooooo długo się wchłania, po 30 minutach jeszcze lekko tłuste plecy. Co więcej nie odczułam żadnej ulgi czy ukojenia - więc skóra nie ''odzyskała komfortu". W konfrontacji z opalenizną mleczko przegrało, ale dałam mu kolejną szansę, ty razem w normalnych domowych warunkach. Jednak moja opinia się nie zmieniła. Balsam prawie nic nie zrobił z moją skórą, może i lekko ją nawilżał, ale nie stałą się ona ani specjalnie gładsza, delikatniejsza czy elastyczna. Jedyne co zapobiegał przesuszeniom. Po prostu pozostała na takim 'poziomie' jak była. Co do konsystencji jest bardzo gęsta, ale takie lubię. Jednakże opakowanie nie jest zbyt poręczne, gdyż strasznie trudno jest wycisnąć kosmetyk, jak już jest go mniej niż połowa, a mały otwór również tego nie ułatwia. Zapach klasyczny dla balsamów, mi odpowiada.
W skrócie:
Plusy:
+wydajny
+łatwa dostępność
+atrakcyjna cena
+ładny zapach
+zapobiega przesuszeniom
+gęsta konsystencja
Minusy:
-brak intensywnego nawilżenia
-długo się wchłania
-mało praktyczne opakowanie
-nie przywraca komfortu skórze
-nie wygładza i nie uelastycznia skóry
NIE KUPIĘ PONOWNIE
***
Podsumowując zwiódł mnie całkowicie, zwłaszcza dlatego, że ten klasyczny czerwony balsam jest świetny i znakomicie się u mnie sprawdza, więc spodziewałam się, że będzie fajny.